
Icod de los Vinos to urocze, kanaryjskie miasteczko na północy Teneryfy. Idealne miejsce na wyjazd organizowany na „własną rekę”. Miasteczko z przepięknym widokiem na ocean i rozległe, zielone plantacje bananów.

To właśnie tu w Icod rośnie najstarsza na Teneryfie dracena zwana Smoczym Drzewem. Jest to jedna z atrakcji Teneryfy, która ściąga do miasta odpoczywających na wyspie turystów. Smocze Drzewo to jednakże nie jedyna atrakcja miasteczka. Smocze Drzewo robi niesamowite wrażenie. Wstęp do parku jest płatny, jednakże drzewo jest doskonale widoczne z tarasu widokowego znajdującego się przy głównym kościele Iglesia de San Marcos, więc nie ma potrzeby wchodzenia do płatnego ogrodu.

My przychodziliśmy tu kilkakrotnie na pieszo, ale dla przyjeżdżających turystów z parkowaniem nie ma problemu, gdyż w pobliżu znajduje się płatny Parking Del Drago. Tuż obok znajduje się motylarnia, park i Kościół.


W motylarni „ Mariposario del Drago” można zobaczyć różne gatunki motyli z całego świata. My jednak nie skorzystaliśmy z tej atrakcji. Przy kościele, który też warto zobaczyć znajduje się malowniczy „Parque del Drago” z przepiękną, egzotyczną roślinnością, ławkami na których można odpocząć, placem zabaw dla dzieci oraz kawiarnią, gdzie można się napić dobrej kawy. Bardzo lubiliśmy tu przychodzić. Podczas jednej naszej wizyty w parku był właśnie nakręcany film kostiumowy. Niespotykany widok, mnóstwo ciekawych rekwizytów oraz aktorzy w przepięknych strojach z innej epoki.





W miasteczku znajduje się również drugi kościół Iglesia Nuestra Senora de La Candelaria. Jest to malutki kościółek katolicki znajdujący się dalej od centrum. Nam spodobał się szczególnie, gdyż razem z mieszkańcami Icod de los Vinos, braliśmy udział w obchodach święta Matki Bożej z Candelarii, która obchodzi tu swoje święto tak jak w Polsce dnia 15 sierpnia. Obchody tego święta trwały tu kilka dni. Całe miasteczko było pięknie przystrojone, ale nie tylko Icod, bo inne miasta też. Widać, że Kanaryjczycy bardzo czczą Matkę Bożą. Główne obchody odbywały się 15 sierpnia, gdyż to właśnie wtedy rozpoczęła się wieczorem i trwała aż do północy piękna procesja przez miasto z figurą Matki Bożej z Candelarii , która zakończyła się pokazem przepięknych sztucznych ogni. Tak nam się podobały te uroczystości, że po procesji podeszliśmy z mężem do organizatorów, żeby im o tym powiedzieć. Rozmawialiśmy oczywiście po angielsku. Była to bardzo serdeczna rozmowa, a na koniec poczęstowano nas jeszcze tak jak wszystkich mieszkańców chlebem specjalnie upieczonym na tę okazję.

Samo miasteczko jest bardzo urocze, pełne wąskich, klimatycznych, często bardzo stromych uliczek. Kanaryjczycy muszą być naprawdę doświadczonymi kierowcami, gdyż podjazd i parkowanie na tak stromych ulicach są nie lada wyzwaniem. Patrzyłam na nich z podziwem. Poza tym to naprawdę mili i przyjaźni ludzie, żyjący spokojnie, bez pośpiechu, ludzie celebrujący życie. Gdy przyjechaliśmy pierwszego dnia do Icod w nocy i źle zaparkowaliśmy, to na drugi dzień nie było mandatu, tylko kartka od mieszkańców z prośbą o nie parkowanie w tym miejscu.




Icod to idealne miejsce na zrobienie zakupów. Przyjemnie tu pospacerować wąskimi, brukowanymi uliczkami z mnóstwem małych, kanaryjskich sklepików. Dużo tu kawiarni, barów i restauracji serwujących lokalne potrawy. Prawie każdego ranka chodziliśmy tu do różnych kawiarni na popularną, kanaryjską kawę Barraquito. Kawka super, wszędzie podana trochę inaczej. Kanaryjczycy już od rana siedzą w kawiarniach, najczęściej na zewnątrz i piją swoją ulubioną kawę w blasku porannego słońca. Jak dla mnie cudowny początek dnia.

W Icod można też zjeść pyszne lody w świetnej lodziarni „A & R Heladeria”. Polecamy!




A wieczorem po całym dniu plażowania lub zwiedzania wyspy napić się zimnego, kanaryjskiego piwa w jednym z barów i posłuchać hiszpańskiej muzyki.
W Icod można również zwiedzić plantację bananów Casa del Platano, na którą wchodzi się przez sklepik. To mała plantacja, a my chcieliśmy zobaczyć coś większego, a poza tym gdy tam weszliśmy jakoś nas to miejsce nie oczarowało. Jednakże nie twierdzę, że innym nie będzie się tam podobało.

Jeśli chodzi o plaże w Icod de los Vinos, to do najbliższej plaży San Marcos trzeba kawałek dojechać. To nie jest plaża do której się dojdzie na pieszo z centrum miasteczka. Dla nas ta plaża to porażka, ale o tym w oddzielnym wpisie. Jest dużo innych, pięknych plaż na Teneryfie.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak żyją na co dzień zwykli Kanaryjczycy, to Icod de Los Vinos jest idealnym miejscem do tego. Dla turystów lubiących luksus i spędzających urlop w hotelu oraz przyjeżdżających do Icod tylko, żeby zobaczyć Smocze Drzewo, miejsce może wydawać się mało ciekawe. Dla nas było tu cudownie. Jednakże żeby poczuć hiszpański klimat miasteczka trzeba tu zostać dłużej. Poza tym to świetna baza wypadowa do Garachico, Puerta de La Cruz, wulkanu Teide i w każde inne miejsce na wyspie. Dlaczego wybraliśmy na nocleg mało popularne wśród turystów Icod de los Vinos? Dlatego, że właśnie tutaj znaleźliśmy bardzo tanie mieszkanie do wynajęcia na Airbnb ( koszt 2300 zł za 5 osób na dwa tygodnie). Przed wyjazdem czytając opinie innych o dobrych miejscówkach na nocleg wyczytałam, że najlepsze miejsce to miasteczko Garachico. Jest tam naprawdę pięknie, ale brak dużych sklepów. Dla kogoś, kto jada na wyjazdach w restauracjach, to na pewno nie ma znaczenia. Dla nas ma i to duże. My na wszystkich naszych wyjazdach robimy zakupy w lokalnych sklepach i sami przygotowujemy sobie posiłki. To najbardziej ekonomiczne rozwiązanie przy 5-osobowej rodzinie. A w Icod de los Vinos są dwie ogromne „ Mercadony”. To świetnie zaopatrzone, a poza tym najtańsze hiszpańskie sklepy. Mamy to już sprawdzone i w Hiszpanii i na Teneryfie. Poza „ Mercadoną” jest tez sklep „HiperDino”, ale jest droższy. Są tu też piekarnie i sklepy warzywno- owocowe mające bardzo korzystne ceny.
Mając nocleg w Icod i wypożyczony na dwa tygodnie samochód zwiedziliśmy prawie całą wyspę. Piszę prawie całą, bo wyspa jest tak duża i ciekawa, że nie sposób zobaczyć tu każdy zakątek w przeciągu dwóch tygodni.