Nisiros– piękna grecka wyspa, którą warto odwiedzić spędzając urlop na Kosie. Wyspa, której największą atrakcją jest czynny wulkan. Wulkan, którego widać, słychać i czuć!

Prom na Nisiros
Na Nisiros popłynęliśmy statkiem z pięknego, małego portu w Kardamenie. To właśnie stąd wypływają wszystkie promy na Nisiros. My wybraliśmy rejs z polskim biurem wycieczkowym. Wyjechaliśmy busem spod naszego hotelu i dojechaliśmy do Kardameny, gdzie czekała na nas polska przewodniczka Marta. Poszliśmy do portu. Przed wejściem na statek musieliśmy opłacić wycieczkę. Dostaliśmy bilety na prom i na autokar. Wypłynęliśmy w godzinny rejs na Nisiros.
Rejs, który oferował piękne widoki na Morze Egejskie i fantastyczny relaks w promieniach słońca. Kolor morza przepiękny. Przy brzegu turkusowy, a dalej cudownie niebieski.





Podczas rejsu statkiem przepływaliśmy obok białych wzgórz wyspy Jali. To z tych białych skał na Jali wydobywa się naturalny pumeks.

Port w Mandraki
Po dopłynięciu do portu Mandraki, ruszyliśmy autokarem zwiedzać tę śliczną, malutką, wulkaniczną wyspę. Zwiedzanie wyspy zaczęliśmy od wycieczki do krateru wulkanu Stefanos znajdującego się w centralnej części wyspy.

Wulkan Stefanos
Droga do wulkanu była bardzo malownicza. Jechaliśmy wysoko w górę w kierunku wulkanu, mijając na zboczach gór kamienne tarasy, które ludzie zaczęli stawiać po to, aby powiększyć powierzchnię uprawną wyspy i po to by woda zbyt szybko nie spływała w dół. Po kilkunastu minutach jazdy dojechaliśmy do parkingu, gdzie w cieniu drzew znajdowała się kawiarnia, a po przeciwnej stronie taras widokowy.

Już w tym miejscu było czuć wszechobecną woń siarki. Widok nieziemski- księżycowy krajobraz, a w dole piękny wulkan. Mogliśmy go oglądać nie tylko z góry, ale też schodząc na jego powierzchnię.

Wejście do krateru jest płatne. Jeśli ktoś ma problemy zdrowotne to lepiej, żeby pozostał na tarasie widokowym, bo siarka może szczypać w oczy i nos.
W potężny upał szliśmy w dół, a zapach siarkowodoru stawał się coraz mocniejszy. Zejście do krateru na głębokość 27 metrów zajęło nam 10 minut. Wulkan z daleka wygląda ciekawie, ale jak stanie się w jego środku na tej miękkiej ziemi, to Stefanos robi naprawdę imponujące wrażenie. Poczuć czynny wulkan pod stopami to niesamowite uczucie.
Stefanos jest aktywny, pomrukuje sobie zawsze, syczy, dymi i bulgocze. Zbiera kryształki siarki i tworzy fumarole- gorące wyziewy wulkaniczne.
Nasz pobyt na wulkanie trwał 40 minut. Zbyt krótko, aby choć chwilę odpocząć w cieniu lub wypić kawę wulkaniczną, która jest przygotowywana tylko w tutejszej kawiarni. Kawę tylko dla dorosłych z dodatkiem Soumy- lokalnego bimbru i Sumady- syropu z przetartych migdałów.
Wioska Nikia
Po zwiedzeniu krateru pojechaliśmy do położonej wysoko w górach wioski Nikia. Niezwykle urokliwa, ale jednocześnie odizolowana od reszty wyspy, pełna wąskich uliczek i białych kamiennych domów. Nie ma tu sklepów, szkoły, lekarza, są tylko dwie kawiarnie. Zimą mieszka tu tylko kilkanaście osób, które spotykają się właśnie w tych kawiarniach. A co warto zobaczyć w Nikia?
Główny plac przy kawiarniach i stojący przy nim kościół oraz punkty widokowe na końcu wioski z których rozpościera się piękny widok na krater wulkanu oraz na morze.

W Nikia można wejść na najwyższy punkt widokowy przy kościółku Profitis Ilias. Jednak będąc tu z wycieczką trudno tam dotrzeć ze względu na bardzo ograniczony czas. Jest tu taki upał, że krótki spacer po wiosce dla większości uczestników wycieczki kończy się chwilą odpoczynku w kawiarni.







Po zwiedzeniu tej malutkiej wioski, zjechaliśmy krętymi drogami w dół do stolicy wyspy Mandraki.
O wyspie
Na Nisiros są 4 główne miejscowości, które są zamieszkane: Mandraki– stolica, żyje tu 600 osób, Pali– mieszka tu 250 osób i 2 wioski położone w górach- Emporios i Nikia. My zwiedziliśmy tylko dwie z nich- Mandraki i Nikię.
W Pali jest przystań jachtowa i odsalarnia wody, gdyż na Nisiros nie ma słodkiej wody. Ludzie muszą sobie odsalać wodę lub sprowadzać ją cysternami z Rodos lub Kos. Nie ma tu też prądu, pożycza się go od Kos. Po dnie morskim jest prowadzony kabel i dzięki temu mieszkańcy wyspy mogą korzystać ze wszystkich udogodnień, które oferuje współczesny świat. Nie są pozbawieni prądu i Internetu, ale są zależni. Mieszkańcy Nisiros żyją głównie z turystyki, część z nich zajmuje się rolnictwem, ale jest to rolnictwo na małą skalę, a pozostali pracują w kopalni na wyspie Jali. Choć strome, suche zbocza utrudniają uprawę roli, to na Nisiros uprawia się warzywa i owoce- soczewicę, figi, pistacje, oliwki i migdałowce (wyrabia się z nich syrop zwany Summadą – nam zupełnie nie smakował).
Nisiros to obszar aktywny sejsmicznie. Aktywność wulkaniczna sprawia, że nie tylko można oglądać tu krater wulkanu, ale korzystać też z gorących źródeł. Tak jak na Kos, tak też na Nisiros są termy. Źródła te mają właściwości lecznicze, gdyż zawierają mnóstwo pierwiastków mineralnych korzystnych dla zdrowia.
Mandraki- stolica wyspy

Piękna, malutka, pełna wąskich uliczek i biało- niebieskich domów. Jest tu zamek i klasztor na skale, klimatyczne tawerny położone nad samiutkim brzegiem morza, czarna plaża i port. Są tu też wypożyczalnie samochodów. Jest cudownie.





Nie mieliśmy na to czasu, gdyż wybraliśmy zwiedzanie miasteczka, ale z wielką chęcią usiedlibyśmy tu w greckiej tawernie i nacieszyli się słońcem, wiatrem, morzem i dobrym jedzeniem.




Spacer po wąskich uliczkach, pełnych kwitnących kwiatów i pachnących ziół, sklepików oraz kotów śpiących na ciepłych, kamiennych schodach, był niezwykle przyjemny. Błądziliśmy krętymi, cichymi uliczkami, zaglądaliśmy do malutkich sklepików, piekarni, głaskaliśmy koty, cieszyliśmy się słońcem, spokojem, zapachem ziół i kwiatów. Mandraki urzekło nas spokojem.









Będąc w Mandraki zwiedziliśmy również znajdujący się na wzgórzu dawny zamek zakonu Joanitów oraz klasztor Panagia Spiliani.

Do klasztoru prowadzą strome schody znajdujące się w centrum miasteczka, które nie tak łatwo jest znaleźć. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na Mandraki i pełne słońca morze. Wstęp do klasztoru jest płatny. Wewnątrz klasztoru jest ikona, która została znaleziona w polu. Zgodnie z legendą została zaniesiona do kościoła i w cudowny sposób przeniosła się do jaskini. Tak przenosiła do jaskini się 3 razy. W końcu na cześć tej ikony wybudowano w tym miejscu klasztor. Każdego roku 15 sierpnia odbywają się tu uroczyste obchody Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny i przypływają tutaj statki z ludźmi z całej okolicy. Ta wielka fiesta pełna jest muzyki, tańca i radości.





U podnóża skały na której stoi klasztor, mieści się plaża Chochlaki pełna dużych, czarnych otoczaków. Byliśmy tu przez chwilę.





To właśnie w Mandraki kończyła się nasza wycieczka. Z chęcią byśmy tu wrócili. To miasteczko nas zauroczyło. Jeśli chcecie poczuć prawdziwe greckie siga siga, to koniecznie odwiedźcie Mandraki.

Na wyspie spędziliśmy kilka godzin i dla nas to zdecydowanie zbyt mało. Wycieczka z lokalnym biurem wycieczkowym to dobra opcja dla tych, którzy przyjeżdżają na tygodniowy urlop na Kos. Dla tych, którzy przylatują na Kos na własną rękę i zostają tu na dłużej, to lepszym rozwiązaniem będzie popłynąć na Nisiros bez biura i zostać na noc. Niestety zbyt wczesne godziny odpływania ostatniego promu na Kos nie pozwalają na dokładne zwiedzenie całej wyspy w jeden dzień. Gdybyśmy wrócili kiedyś na Kos, to z pewnością przypłynęlibyśmy na Nisiros sami, wynajęlibyśmy auto, objechali dookoła całą wyspę i zostali na noc. Wycieczka z biurem była dla nas zbyt krótka, szybka i pozostał duży niedosyt. Nie zobaczyliśmy tu wszystkiego na tej malutkiej, pięknej, pełnej słońca i spokoju wyspie.

